Budzi się nagłym zrywem, z
ciężarem na piersi, niepokojem w głowie. Włosy przykleiły się do rozgrzanych policzków.
Nie od razu orientuje się, gdzie jest, skąd wziął się ten strach. Granatowe
zasłony szczelnie zaciągnęła na okna, nie może wiedzieć, która godzina.
Spazmatycznie łapie oddech, szeroko otwarte oczy analizują pokój, w którym się
znajduje. Półka z kosmetykami, nowy laptop na biurku, rozrzucone ubrania, lekko
zakurzony dywan na prawdziwym, trzeszczącym parkiecie, wzorzysta śliska pościel.
W kolejnym odruchu, wciąż w panice, ogląda swoje ręce, zdziera z siebie kołdrę,
dotyka nóg, zadziera nocną koszulę. Nie widzi siniaków, nie nosi gipsu, nie ma żadnych szwów. Łapie się za głowę, dłonie ślizgają się po twarzy i szyi. Nic. Może
zniknąć ten ciężar, niepokój, włosy może spokojnie odgarnąć ze spoconej twarzy.
Zegarek w telefonie wskazuje
siedem minut po piątej. Marzy, by udało się jej ponownie zasnąć. Układa się
wygodnie w pościeli i próbuje przypomnieć sobie sen. Tylko konfrontacja,
powtarza w myślach, wsłuchując się w bijące coraz ciszej i spokojniej serce.
Ucieczka od problemu nigdy nie była jej metodą. Postanawia przeanalizować sen,
by stawić mu czoła.
W snach bywa tak, że zupełnie
swobodnie można poruszać się po miejscach, które naprawdę nie istnieją. W domu
rodzinnym znajduje się nieznane pomieszczenia, jak w dziecinnych marzeniach
wystarczy pchnąć regał z książkami, by ukazały się ukryte pokoje, przejścia,
tajne pasaże. Tak dobrze znanym miejskim arteriom przybywa bocznych uliczek, a
między domami przyjaciół wyrastają kolejne budynki, których na próżno szukać po
przebudzeniu się. Tramwaj wiozący ludzi do pracy nagle musi pokonać kilka
dodatkowych przystanków, które nikogo nie dziwią. Wszyscy okazują się być
częścią tego nowego świata, który aż do przebudzenia się wydaje się być
zupełnie niegroźny.
Senny porządek i senna logika
są niepodważalne – wchodzi do sklepu, w którym sprzedaje stara kobieta. Brzmiący
głucho dzwonek przy drzwiach obwieszcza pojawienie się klientki. Monika wie, że
jest w centrum miasta, ale na próżno w sklepie szukać nowoczesnych
przeszklonych witryn, podświetlanych półek czy choćby kasy fiskalnej. Senne
prawa jednak każą się jej nie dziwić. Kobiecie wystarcza rzut oka na pomarszczoną
twarz sprzedawczyni i okazuje się, że się znają. Staruszka obdarza ją najcieplejszym
z uśmiechów – zarezerwowanym dla wnuków czy wyjątkowo uroczych dzieci
sąsiadów. Nie ma w tym żadnego fałszu. To nie stara czarownica,
która omamia swoją dobrotliwością niewinną dziewczynę, by otruć ją jabłkiem. Obie
kobiety uśmiechają się do siebie w milczeniu. W powietrzu oprócz kurzu wisi coś
jeszcze.
Półki sklepu pełne są
staromodnych klatek dla ptaków. Niektóre są wielkie jak w zoo, postawione na
podłodze sięgają niemal sufitu, inne przeznaczono dla małych zwierząt, jednak wszystkie
są puste. Nasuwa się jej kolejne bajkowe odniesienie – wielkogłowy, charakteryzujący
niezwykłą wadą wymowy kanarek Tweety mieszkał w podobnej okrągłej klatce. Chce
wytłumaczyć sprzedawczyni, po co przyszła, ale nie może sobie przypomnieć. Staruszka
nie pogania klientki. Szukając słów Monika rozgląda się dokładniej po pomieszczeniu
i stwierdza, że na dnie każdej klatki leżą truchła ptaków. Kanarki, papugi,
inne przypominają sikorki czy wróble. Twarz staruszki nagle nie wydaje się taka
przyjazna. Już niczego nie chce od niej kupować. Wybiega na ulicę zbyt szybko,
zbyt nieuważnie, wzbiera w niej obrzydzenie na myśl o dziesiątkach zdechłych
zwierząt, nie zauważa pędzącego auta, nie słyszy jego klaksonu.
Musiała zasnąć, nagle słyszy płacz
dziecka. Jeden zdecydowany ruch i wychodzi spod kołdry, stawia drobne stopy
na dywaniku (nie lubi zimnej podłogi) i kieruje kroki do pokoju syna, niezmiennie od dwóch lat
wymagającego całej uwagi swojej matki. Wspomnienia snu rozmywają się w zapachu
gotowanego mleka dla syna i czarnej kawy dla niej. Przed południem wychodzą na
spacer, w parku widzą kobietę karmiącą gołębie. Monika, wycierając mokrą
chusteczką buzię syna ubrudzoną wafelkiem, niejasno myśli, że powinna coś dziś
zrobić. Dokądś pójść. Intensywnie myśli, o czym mogła zapomnieć. Kiedy nasuwa
się jej myśl, że ma to związek z ptakami lub piórami, porzuca pomysł uznając go
za niepoważny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz