wtorek, 20 stycznia 2015

W snach

Budzi się nagłym zrywem, z ciężarem na piersi, niepokojem w głowie. Włosy przykleiły się do rozgrzanych policzków. Nie od razu orientuje się, gdzie jest, skąd wziął się ten strach. Granatowe zasłony szczelnie zaciągnęła na okna, nie może wiedzieć, która godzina. Spazmatycznie łapie oddech, szeroko otwarte oczy analizują pokój, w którym się znajduje. Półka z kosmetykami, nowy laptop na biurku, rozrzucone ubrania, lekko zakurzony dywan na prawdziwym, trzeszczącym parkiecie, wzorzysta śliska pościel. W kolejnym odruchu, wciąż w panice, ogląda swoje ręce, zdziera z siebie kołdrę, dotyka nóg, zadziera nocną koszulę. Nie widzi siniaków, nie nosi gipsu, nie ma żadnych szwów. Łapie się za głowę, dłonie ślizgają się po twarzy i szyi. Nic. Może zniknąć ten ciężar, niepokój, włosy może spokojnie odgarnąć ze spoconej twarzy.

Zegarek w telefonie wskazuje siedem minut po piątej. Marzy, by udało się jej ponownie zasnąć. Układa się wygodnie w pościeli i próbuje przypomnieć sobie sen. Tylko konfrontacja, powtarza w myślach, wsłuchując się w bijące coraz ciszej i spokojniej serce. Ucieczka od problemu nigdy nie była jej metodą. Postanawia przeanalizować sen, by stawić mu czoła.

W snach bywa tak, że zupełnie swobodnie można poruszać się po miejscach, które naprawdę nie istnieją. W domu rodzinnym znajduje się nieznane pomieszczenia, jak w dziecinnych marzeniach wystarczy pchnąć regał z książkami, by ukazały się ukryte pokoje, przejścia, tajne pasaże. Tak dobrze znanym miejskim arteriom przybywa bocznych uliczek, a między domami przyjaciół wyrastają kolejne budynki, których na próżno szukać po przebudzeniu się. Tramwaj wiozący ludzi do pracy nagle musi pokonać kilka dodatkowych przystanków, które nikogo nie dziwią. Wszyscy okazują się być częścią tego nowego świata, który aż do przebudzenia się wydaje się być zupełnie niegroźny.

Senny porządek i senna logika są niepodważalne – wchodzi do sklepu, w którym sprzedaje stara kobieta. Brzmiący głucho dzwonek przy drzwiach obwieszcza pojawienie się klientki. Monika wie, że jest w centrum miasta, ale na próżno w sklepie szukać nowoczesnych przeszklonych witryn, podświetlanych półek czy choćby kasy fiskalnej. Senne prawa jednak każą się jej nie dziwić. Kobiecie wystarcza rzut oka na pomarszczoną twarz sprzedawczyni i okazuje się, że się znają. Staruszka obdarza ją najcieplejszym z uśmiechów – zarezerwowanym dla wnuków czy wyjątkowo uroczych dzieci sąsiadów. Nie ma w tym żadnego fałszu. To nie stara czarownica, która omamia swoją dobrotliwością niewinną dziewczynę, by otruć ją jabłkiem. Obie kobiety uśmiechają się do siebie w milczeniu. W powietrzu oprócz kurzu wisi coś jeszcze.

Półki sklepu pełne są staromodnych klatek dla ptaków. Niektóre są wielkie jak w zoo, postawione na podłodze sięgają niemal sufitu, inne przeznaczono dla małych zwierząt, jednak wszystkie są puste. Nasuwa się jej kolejne bajkowe odniesienie – wielkogłowy, charakteryzujący niezwykłą wadą wymowy kanarek Tweety mieszkał w podobnej okrągłej klatce. Chce wytłumaczyć sprzedawczyni, po co przyszła, ale nie może sobie przypomnieć. Staruszka nie pogania klientki. Szukając słów Monika rozgląda się dokładniej po pomieszczeniu i stwierdza, że na dnie każdej klatki leżą truchła ptaków. Kanarki, papugi, inne przypominają sikorki czy wróble. Twarz staruszki nagle nie wydaje się taka przyjazna. Już niczego nie chce od niej kupować. Wybiega na ulicę zbyt szybko, zbyt nieuważnie, wzbiera w niej obrzydzenie na myśl o dziesiątkach zdechłych zwierząt, nie zauważa pędzącego auta, nie słyszy jego klaksonu.

Musiała zasnąć, nagle słyszy płacz dziecka. Jeden zdecydowany ruch i wychodzi spod kołdry, stawia drobne stopy na dywaniku (nie lubi zimnej podłogi) i kieruje kroki do pokoju syna, niezmiennie od dwóch lat wymagającego całej uwagi swojej matki. Wspomnienia snu rozmywają się w zapachu gotowanego mleka dla syna i czarnej kawy dla niej. Przed południem wychodzą na spacer, w parku widzą kobietę karmiącą gołębie. Monika, wycierając mokrą chusteczką buzię syna ubrudzoną wafelkiem, niejasno myśli, że powinna coś dziś zrobić. Dokądś pójść. Intensywnie myśli, o czym mogła zapomnieć. Kiedy nasuwa się jej myśl, że ma to związek z ptakami lub piórami, porzuca pomysł uznając go za niepoważny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz